NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Drugie narodziny.

Po 9 miesiącach (hmmm… symboliczne?) przerwy w ściganiu wreszcie wróciłam! Nowonarodzona nie tylko dlatego, że zregenerowana, ze świeżo odbudowanymi mięśniami i przebudowanym stawem skokowym. Nowonarodzona także dzięki nowej drużynie GIANT Pro XC Team, która właśnie zaprezentowała swoją (naszą) stronę internetową, na którą gorąco zapraszam!

GIANT Pro XC Team



Niestety przeglądając ów serwis internetowy jedna rzecz mnie zaniepokoiła. Skoro czuję się nowonarodzona, czemu przy moim nazwisku widnieje „veteran champion”?! 30tka puka, owszem, ale nie przesadzajmy z tym weteranem.... Z ciekawości zerknęłam na aktualny ranking UCI i – uwaga! – aż 8 dziewczyn z czołowej 10 jest starszych ode mnie! W tym na drugim i trzecim miejscu Panie z czwórką z przodu (czyli Gunn Rita Dahle i Sabine Spitz). Jaki zatem ze mnie weteran…? Może kolejne 10 lat w zawodowym sporcie to nieco za dużo, ale miło wiedzieć, że można. Niestety zaniepokoił mnie inny fakt – brak ścigania skutkuje drastycznym spadkiem w rankingu. Obecnie jestem na 39 miejscu, a przed pierwszym Pucharem Świata stracę kolejne 280 punktów! To oznacza, że na starcie ważnych imprez będę stała baaardzo daleko. Aić! Ale nie ma co płakać, trzeba zakasać rękawy i do roboty. Tym bardziej, że zaczęło się nieźle.

Dwa wyścigi i dwie wygrane. O ile pierwszy start w Hiszpanii to używając kolarskiego slangu „ogórek”, w którym nie miałam wielkiej konkurencji, o tyle drugi – niemiecka Bundesliga – to już poważny test formy. Spodziewałam się, że po tak długiej przerwie będę potrzebowała przynajmniej pół roku ścigania by wrócić do wysokiego poziomu, tymczasem… odpukać… jest całkiem dobrze. Trzymajcie kciuki by tak pozostało! Jutro kolejny start u naszych zachodnich sąsiadów – silnie obsadzony wyścig Bike the Rock w Heubach (kategoria tylko o półeczkę niższa od Pucharu Świata). Za tydzień podobne wyzwanie w austriackim Haiming.

Tymczasem chciałabym zwrócić uwagę na dwie postaci, o których mam nadzieję, uda mi się w przyszłości napisać nieco więcej. Pierwsza to Michał Kwiatkowski. Kolarz szosowy jeżdżący w belgijskiej drużynie Omega Pharma Quick Step. Pierwszy Polak, który trafił do czołowej dziesiątki rankingu UCI WorldTour i jestem przekonana, że zagości w niej na dłużej! Jutro jego kolejny ważny start – Liege – Bostogne – Liege. Po 14 na kanale Eurosport. Kibicujcie!

Druga postać to Marianne Vos. Obecnie moja absolutna idolka. Gwiazda kolarstwa szosowego, torowego (w obu ma na koncie tytuły Mistrzyni Świata oraz Mistrzyni Olimpijskiej) i przełajowego (ta konkurencja na Igrzyskach nie gości, więc Marianne zadowolić się musi sześcioma tytułami Mistrzyni Globu). Teraz postanowiła spróbować MTB. Znawcy pukali się w głowę: „nie da rady, za dużo techniki, tego nie da się przypomnieć w dwa miesiące”. Ona nie tylko daje radę, ale od razu wygrywa. I to jak! Ledwie zdążyła przejechać (zwycięsko rzecz jasna) linię mety szosowego Pucharu Świata Fleche Wallonne, wsiadła w samolot do USA i z biegu (a raczej z lotu) wygrała short track race na wielkim festiwalu rowerowym Sea Otter Classic. Zamierza wziąć udział także w Pucharach Świata MTB. Będzie ciekawie! Miałam przyjemność mieszkać i trenować z Marianne podczas zgrupowania na Cyprze. Dlatego tym bardziej do wątku jej osoby chętnie wrócę. Tymczasem – jak tysiące innych jej fanów – czekam na angielską wersję jej książki „Op de Troon”. (Mamo! Kiedy ona znalazła czas na pisanie…!?)
Trwa ładowanie komentarzy...