O autorze
Maja Włoszczowska. Wicemistrzyni olimpijska z Pekinu, złota medalistka mistrzostw świata w wyścigu elity MTB oraz w maratonie MTB, wielokrotna wicemistrzyni i mistrzyni Europy, wielokrotna mistrzyni Polski w cross-country. Jest absolwentką matematyki finansowej, którą studiowała na Wydziale Podstawowych Problemów Techniki Politechniki Wrocławskiej.

W poszukiwaniu jajek.

Poproszono mnie bym napisała jak wyglądają święta wielkanocne u sportowców. Prawdę powiedziawszy... nie wyglądają. Przynajmniej u kolarzy. Gdyby nie do końca rozumiany przeze mnie zwyczaj wysyłania życzeń „do wszystkich” istniałoby ryzyko, że nawet bym ich nie zauważyła. Mimo iż jestem w Hiszpanii, gdzie Wielkanoc jest obchodzona niemal jak karnawał w Rio.

Jak większość kolarzy, niemal cały marzec i kwiecień spędzam na wyjazdach. W święta wielkanocne jestem albo na wyścigu albo na zgrupowaniu. Nie inaczej jest w tym roku. Moja drużyna GIANT Pro XC Team bierze udział w wyścigu w Niemczech, ja jestem na zgrupowaniu wysokogórskim w hiszpańskim Sierra Nevada. Tu od razu się wytłumaczę – owszem wczoraj świeciło słońce, ale dziś leje, a za oknem mam półtora metra śniegu ☺. Ale na szczęście nie przeszkadza mi to – po kilku dniach ciężkiej pracy mam dzień wolny. Planowałam co prawda trening techniczny w terenie, ale zamiast tego będzie basen i jacuzzi. Też nieźle ☺.



W tym roku wyjątkowo jestem tutaj zupełnie sama. O powodach takiego stanu rzeczy nie będę się rozpisywać, w każdym razie nie narzekam. W tym samym ośrodku (hiszpański obiekt przygotowań olimpijskich z pełną infrastrukturą sportową na 2300mnpm) jest rosyjska kadra MTB, na której pomoc mogę od czasu do czasu liczyć, jest też spora liczba kolarzy, którzy tak jak ja zorganizowali sobie takie zgrupowanie we własnym zakresie. Każdy z innego teamu, każdy z innego kraju. Zebrała się całkiem przyjemna grupa – na kolacji zajmujemy cały 12 osobowy stół. Dodam, że jestem w tej grupie jedyną kobietą. Na co tu więc narzekać…? ;)

Wracając do wątku świątecznego - dziś rano belgijski kolarz mówi do mnie: „No, dziś wielki dzień”. Myślałam, że ma na myśli Wielką Niedzielę. Dopiero po chwili skojarzyłam jego narodowość i dzisiejszy wielki wyścig szosowy… Tour of Flanders. Jak się okazuje niedziela może być wyjątkowa z wielu powodów. Razem walczyliśmy też o jajka na śniadanie. Ja, bo są święta i przynajmniej tyle tradycji chciałabym podtrzymać, on, bo jajka są źródłem wartościowego białka, a wybiera się na długi trening. Niestety kucharz ani mojego motywu ani Belga zrozumieć nie chciał. Okazuje się, że aby dostać jajko trzeba to załatwiać na szczeblu menadżera ośrodka. No nic. Zostaje zatem rozwiązanie – kupić surowe i takie zjeść (czego nie preferuję), albo zadowolić się Kinder niespodzianką. W sumie… smaczniejsza wersja ;)

Nigdy nie miałam problemu ze spędzaniem Wielkanocy na wyjeździe. Są tego plusy – jedzenie na stole nie kusi, a wiadomo wiosną już trzeba mocno patrzeć na talerz. Wyścigi się zbliżają, więc niezwykle istotne stają się wskazania wagi. A jak stoi przede mną talerz mazurków, babek i keksów to niestety moja silna wola okazuje się wyjątkowo słaba... Poza tym znacznie bardziej pasuje mi atmosfera Bożego Narodzenia, które zawsze spędzam w domu (a i na kalorie patrzeć wówczas nie muszę...). Niemniej jednak miło byłoby spędzić ten czas z rodziną. Niewiele brakowało a po raz pierwszy w mojej „kolarskiej historii” to rodzina przyjechałaby na święta do mnie. Zapowiadało się naprawdę przyjemnie. Niestety, jak to w życiu… Obowiązki w firmie zatrzymały moją mamę i brata w Jeleniej Górze. Ale na szczęście jest FaceTime. Miejsce przy stole już na iPhona przygotowane ;)

Niezależnie od tego czy świętujecie w domu, w rodzinnym gronie, czy też w pracy bądź na emigracji, życzę Wam by ten czas upłynął w spokoju, radości i zdrowiu. Wesołych Świąt! Ja tymczasem zmykam na basen :)
Trwa ładowanie komentarzy...