Kilka fascynacji.

Krótko i na temat o rzeczach, miejscach, osobach, które ostatnio zrobiły na mnie wielkie wrażenie.

Polscy sportowcy zimowi. Uwielbiam biathlon. Dlatego wyjątkowo mnie cieszy widok naszych dziewczyn w czołówce. Wiem, że bardzo ciężko na to pracowały i wreszcie mogą zbierać plony tej pracy. Brawa! Skoków narciarskich nigdy nie rozumiałam i nie zrozumiem (uwielbiam adrenalinę, ale lecieć z deskami na nogach 150 metrów…?), ale zawsze lubiłam oglądać, zwłaszcza gdy walczy Polak. I przyznam, że… nie wierzyłam w naszych chłopaków. Nie wierzyłam, że ktokolwiek będzie w stanie zbliżyć się do wyników Adama Małysza. Wierzyłam w miejsca w czołówce, ale nie w Mistrzostwo Świata Kamila Stocha i nie w zwycięstwo (i zaraz kolejne miejsce na podium) w Pucharze Świata Piotra Żyły. Tymczasem… Panowie mnie zadziwili. Kiwam głową w dowód uznania i kiwać nie przestaję. Rewelacja!



Jakuszyce. To miejsce nie przestaje mnie fascynować, mimo iż na stałe zagościło w moim życiu już kilkanaście lat temu. Wszyscy niecierpliwie wyczekują wiosny, ja przyznam, że z tych ostatnich kilku dni zimy jestem całkiem zadowolona. Trochę niespodziewanie mogłam skorzystać raz jeszcze z uroków narciarstwa biegowego i Jakuszyc (choć właściwie tam śnieg w marcu leży niemal zawsze…). Magia Polany Jakuszyckiej potrafi mi dodać energii i motywacji nawet w najbardziej kryzysowych chwilach, a w tych dobrych umocnić mnie w pozytywnej aurze na jeszcze dłużej. Jeśli istniałaby możliwość wystawienia pomnika jakiemuś miejscu, to mój pomnik poświęciłabym Polanie Jakuszyckiej.

Zafascynowana jestem swoją nową drużyną, a zwłaszcza jej głównym sponsorem – firmą Giant. Pełen profesjonalizm, ścisła współpraca przy tworzeniu topowych rowerów z zawodnikami drużyny, praca nie tylko nad warunkami do ścigania ale i jak najlepszym wizerunkiem teamu. Do tego optymizm, otwarcie na krytykę, chęć pracy i doskonalenia. I co mnie bardzo cieszy – zarażanie tymi cechami innych ☺. Nie mam nic przeciwko takiej epidemii.

I ostatnia na dziś fascynacja – Sugar Man. Widzieliście? Jeśli nie to natychmiast skończcie czytać i idźcie do kina. Jeśli faktycznie cała przedstawiona w filmie historia jest prawdziwa, to najbardziej oszałamiający nie jest dla mnie fakt, że Sixto Rodriguez był gwiazdą w RPA i nic o tym nie wiedział. Wbijająca w ziemię jest jego decyzja o rezygnacji z pieniędzy i wygód, które mógłby mieć kontynuując swoją karierę w Afryce. On wybrał swoje spokojne życie budowlańca, stary dom, brak wygód. Bez zastanowienia, bez wahania…? Wow! To daje do myślenia.
Trwa ładowanie komentarzy...