NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

STOP!

Oj, to był pracowity początek roku. Ciężko mi uwierzyć, że to już 11 stycznia. Ale nie mam wierzyć, muszę zaakceptować. Zanim zacznę cokolwiek pisać udam, na chwilę udam, że jest 1.01… Moi drodzy, szczęśliwego Nowego Roku! Aby czas biegł Wam wolno, a jeśli szybko to dlatego, że wiele ciekawego i miłego będzie się wokół działo. I zdrowia ☺, przede wszystkim zdrowia. Moje pomału wraca.

Mam wiele tematów, o których chciałabym napisać. O moim angażu w GIANT Pro XC Team, o balu Mistrzów Sportu, świetnych wynikach polskich skoczków narciarskich, o benefisie Moniki Pyrek, u której mnóstwo zmian. O tym jak stopa i treningi, o tym, że w mojej głowie wszystko poukładane i jestem bardzo zmotywowana, o tym dlaczego jestem zmotywowana ;), o zmianach różnych, o moich obserwacjach Świata i ludzi (obserwacjach też bardzo różnych). I jeszcze o wielu innych, głównie pozytywnych rzeczach chciałabym napisać. Bo wolę pisać pozytywnie, wolę się uśmiechać, wolę się nie martwić na zapas. Bo po co…

Ciężko się jednak uśmiechać gdy początek roku przynosi wieści smutne, tragiczne. Wieści wobec których jest się absolutnie bezradnym i można powiedzieć tylko: „Dlaczego? Jak? To niemożliwe, to nie dzieje się naprawdę…”. 3 stycznia środowisko kolarzy górskich pogrążyło się w głębokim smutku na wieść o śmierci jednego z najlepszych zawodników światowej czołówki. Burry Stander (RPA) został potrącony podczas treningu przez taksówkę. Miał 26 lat, szczęśliwe małżeństwo, mnóstwo sukcesów na koncie, wielką karierę i całe życie przed sobą.

Informacja tym bardziej szokująca z uwagi na fakt, iż niewiele ponad dwa tygodnie wcześniej zmroziła nas informacja o śmierci innego świetnego zawodnika. Hiszpan Inaki Lejaretta zginął na miejscu po uderzeniu przez auto (kierowca nie zauważył kolarza i uderzył w niego z całym impetem!). Inaki miał 29 lat, żonę, w styczniu miał zostać ojcem.

…co się dzieje?!...

Kiedy ktoś mi zadaje pytanie na temat bezpieczeństwa kolarstwa górskiego, bo to przecież w mniemaniu wielu osób sport ekstremalny, mówię jedno – ekstremalna jest jazda po szosie. I to nie dlatego, że rower szosowy jest niebezpieczny. Niebezpieczne są samochody i nieuważni kierowcy. Co z tego, że uważasz, zakładasz kask, przestrzegasz przepisów… Niestety rowerzysta w starciu z samochodem nie ma najmniejszych szans. A o tym, jak jest niebezpiecznie, świadczy fakt, iż niemal każdy zawodowy kolarz ma na swoim koncie potrącenie przez auto. Mam je ja (na szczęście skończyło się tylko raną na łokciu, choć głęboką), potrącony był mój trener Marek Galiński, czy światowe nazwiska – Tony Martin, Bradley Wiggins… Wymieniać, niestety, można by długo. A ile razy ratowałam się zjeżdżając do rowu w ucieczce przed wyprzedzającym z naprzeciwka autem, którego kierowca kolarza najwyraźniej nie widzi, mimo iż jest środek dnia i piękna pogoda.

Dotarłam do opracowania z 2012 roku dotyczącego wypadków na polskich drogach. Wynika z niego, że każdego roku dochodzi do ok. 5000 wypadków z udziałem rowerzystów. Blisko 10% nich kończy się śmiercią pedałującego. W większości wina leży po stronie kierowcy samochodu, choć nie można oczywiście tych drugich całkowicie od odpowiedzialności zwalniać.

Rowerzystów na polskich drogach jest coraz więcej (co akurat cieszy), coraz więcej jest też samochodów. Rozwiązań poprawiających bezpieczeństwo niestety niewiele. Ścieżki rowerowe powstają, ale nie mamy się co łudzić, że będziemy drugą Holandią, a i na nich wcale nie jest bezpiecznie (rok temu cudem uniknęłam starcia z samochodem, którego kierowca wyjeżdżając w podporządkowanej nie widział potrzeby sprawdzenia czy czasem ścieżką nie jedzie kolarz czy rolkarz – a była to najbardziej ruchliwa droga dla rowerów w Polsce jaką znam – na Wilanowie w Warszawie i to w niedzielę!).

Jedyne rozwiązanie to po prostu ostrożność. Drodzy kierowcy – rower to też uczestnik ruchu. Pełnoprawny uczestnik ruchu! Tak go zatem traktujcie. Drodzy rowerzyści - sygnalizujcie swoje manewry, zakładajcie kaski, gdy zmierzcha używajcie odblasków i świateł. To od nas wszystkich zależy czy na naszych drogach będzie bezpieczniej.
Trwa ładowanie komentarzy...